Monroe mocno ścisnął jej dłoń. – Anna, nie wierzę w ani jedno słowo Stelli. Pamiętaj tylko: jeśli kiedykolwiek będziesz czegoś potrzebować, przyjdź do mnie. Zawsze będę przy tobie.
Oczy Anny zaszkliły się łzami, a ich obwódki zaczerwieniły się. – Naprawdę?
– Oczywiście – powiedział Monroe. – Po lunchu odwiedzimy twoją rodzinę i zorganizuję ich przeniesienie do najlepszego szpitala.
– Ale koszty...






