Juliusz pozwolił powiekom opaść, poddając się miękkiej fali snu, która w końcu go pochłonęła.
Kiedy się obudzę, jutro z pewnością będzie kolejny dobry dzień.
Jednak o świcie wyrwał się ze snu na ryk, który znał aż za dobrze.
– Wiedziałem, że ten łobuz złamie słowo! Obiecał mi, że będzie trzymał się z dala od twojego pokoju, a już następnej nocy to robi! – głos Everetta grzmiał w korytarzu.
Juliusz






