W jednej chwili ostry ból przeszył jego serce.
– Co się stało? – zapytała Sidonie, zauważając jego nietypową reakcję, gdy trzymał ją w ramionach.
– Nic... Nic się nie stało – Trent zwilżył spierzchnięte wargi.
*Jak Quinn mogła mnie tak wystawić? Musiałem się wcześniej pomylić.*
Odgłosy strzałów, po kilku salwach, ustały. Ochrona Whitethorna wpadła do restauracji, otaczając mężczyznę w średnim wieku, który oddał strzały.
W tym momencie mężczyzna w średnim wieku wycelował broń w Juliusa, co doprowadziło do impasu.
– Julius... Mój brat zbankrutował przez rodzinę Whitethornów. Stracił wszystko, łącznie z życiem. Żądam, żebyś zapłacił za życie mojego brata swoim własnym! – krzyknął mężczyzna w średnim wieku, jego ton był pełen nienawiści.
– Naprawdę? – Nawet z bronią wycelowaną w niego, na twarzy Juliusa nie było śladu strachu. Spokojnie ruszył w stronę mężczyzny w średnim wieku.
– Jest wielu, którzy chcą mojej śmierci, ale czy ty naprawdę możesz to zrobić?
– Nie... Nie zbliżaj się! – Mężczyzna w średnim wieku wyraźnie nie spodziewał się, że Julius podejdzie do niego i wpadł w panikę. – Jeśli zrobisz jeszcze jeden krok, zastrzelę cię!
Jednak Julius nie zatrzymał się, wręcz przyspieszył kroku.
Wszyscy wokół wstrzymali oddech, obserwując rozwój wydarzeń.
Gdy Julius był już blisko niego, mężczyzna w końcu uległ panice i pociągnął za spust.
Jednak w następnej chwili Julius wyrwał mu broń z ręki, powodując, że kula chybiła celu.
– Ty... Ty... – Mężczyzna patrzył z niedowierzaniem.
W mgnieniu oka broń, którą trzymał mężczyzna, znalazła się w rękach Juliusa. Lufa była teraz skierowana w jego skroń.
– Co... Co zamierzasz zrobić? – Głos mężczyzny zadrżał.
– Czy kiedykolwiek rozważałeś konsekwencje, kiedy do mnie strzelałeś? – zapytał Julius, zachowując spokój. Jego smukłe palce powoli naciskały spust.
*Trzask!*
Broń została odbezpieczona, wywołując zbiorowy jęk.
Strach na twarzy mężczyzny nasilił się. – Ty... Nie odważysz się! To byłoby... morderstwo. Pójdziesz do więzienia!
– Cóż, możesz poczekać, żeby zobaczyć, czy skończę w więzieniu. Szkoda tylko, że nie będziesz mógł tego zobaczyć – odparł Julius protekcjonalnym tonem.
– Rzuć broń! – Nagle rozległ się kobiecy głos. W tym samym momencie broń została przyłożona do karku Juliusa.
W tym momencie wydawało się, że fala emocji przepłynęła przez śmiertelne spojrzenie Juliusa.
Obrót wydarzeń był niespodziewany. Nawet ochroniarze rodziny Whitethornów nie zauważyli, że ktoś zbliża się do Juliusa.
Laura była zaskoczona, z otwartymi ustami wpatrywała się w rozgrywającą się przed nią scenę.
*Na niebiosa, kiedy Quinn się tam dostała? Ona nawet ośmiela się celować bronią w tył głowy Juliusa. Czy ona ma życzenie śmierci?*
Trent i jego towarzysze byli równie zszokowani.
W oczach Sidonie pojawił się cień drwiny. *Quinn jest rzeczywiście głupsza, niż sobie wyobrażałam. Czy ona naprawdę myśli, że takie zachowanie poprawi jej wizerunek? Obrażanie Juliusa tylko sprawi, że Trent będzie nią jeszcze bardziej gardził.*
– Znasz tego człowieka? – zapytał Julius obojętnym tonem, a jego chłodny głos rozniósł się po restauracji.
– Nie – odpowiedziała Quinn.
– Więc dlaczego stajesz po stronie uzbrojonego przestępcy?
– Popełnił przestępstwo i naturalnie poniesie konsekwencje prawne. Co do ciebie, jesteś teraz bezpieczny i nie ma już możliwości, żeby cię skrzywdzić. Dlatego nie do ciebie należy decydowanie, czy on ma żyć, czy umrzeć! – odpowiedziała Quinn z obojętnym wyrazem twarzy.
– Ale czy nie robisz teraz tego samego z moim życiem, celując do mnie z broni? – ripostował Julius.
Quinn zacisnęła usta, milcząc.
Broń, którą trzymał Julius, była jeszcze mocniej przyciśnięta do skroni mężczyzny. Ten ostatni już drżał ze strachu.
– Nie ruszaj się! – krzyknęła Quinn do Juliusa.
– Zawsze nie lubiłem tych, którzy wtykają nos w nie swoje sprawy. Myślałem, że jesteś mądrą kobietą, panno Bridger, ale teraz wydaje się, że tak nie jest.
Gdy wypowiedział te słowa, Quinn ogarnęło poczucie niebezpieczeństwa.
Zobaczyła, jak Julius nagle odwraca się w jej stronę, a następnie poczuła falę morderczych zamiarów.
Instynktownie Quinn przyjęła postawę obronną. Nagle wpadła grupa policjantów, każdy z nich wymachiwał bronią.
– Nikt się nie rusza! – krzyknęli policjanci.
Działania Juliusa ustały, a Quinn odetchnęła z ulgą.
– Co się dzieje? Kto dzwonił na policję? – zapytał oficer.
– Ja! – odpowiedziała głośno Quinn.
Oficer podszedł do przodu i, zauważywszy Juliusa, rozpoznał go. – Panie Whitethorn, mam nadzieję, że nic panu nie jest.
– Nic mi nie jest. Ten mężczyzna chciał mnie zabić. To jest broń, której użył do popełnienia przestępstwa – powiedział Julius, wręczając broń oficerowi.
Policja ją zabrała, a następnie skierowała wzrok na Quinn i broń w jej ręku. – Co to za historia z tą bronią, którą trzymasz? Jeśli należy do ciebie, to byłoby poważne przestępstwo!
– Ta? To tylko zabawka. Kupiłam ją dzisiaj podczas zakupów w centrum handlowym. Chyba nie zamierzacie konfiskować zabawki, prawda? – Quinn ochoczo pokazała realistycznie wyglądającą zabawkę.
Julius, który wycierał ręce chusteczką podaną przez swojego podwładnego, był zaskoczony, słysząc tę uwagę. Spojrzał na Quinn z nutą zaskoczenia.
*Zabawka? Dałem się oszukać zwykłej zabawce?*
Kąciki ust Juliusa nagle uniosły się w półuśmiechu. – Panno Bridger, cofam to, co powiedziałem przed chwilą. Jesteś o wiele bardziej interesująca, niż początkowo myślałem.
W jednej chwili Quinn poczuła dreszcz na plecach.
*To jest niesamowicie niebezpieczny człowiek.* Jej instynkt ostrzegał ją, że najlepiej trzymać się od niego z daleka.
Z powodu incydentu Quinn i pozostali udali się na komisariat policji, aby złożyć zeznania.
Po wyjściu z pokoju przesłuchań zobaczyła Trenta i jego towarzyszy, wraz z Sidonie, w głównym holu komisariatu.
Widząc wychodzącą Quinn, Trent podszedł do niej, aby ją upomnieć: – Jak mogłaś zachowywać się tak lekkomyślnie, celując zabawką w głowę Juliusa? Nie zapominaj, że jesteśmy mężem i żoną. Jeśli obrazisz Juliusa, pociągniesz za sobą Grafton Technologies!
– Mąż i żona? – Quinn zakpiła. – Jeśli naprawdę uważałbyś mnie za swoją żonę, to kiedy rozległ się strzał, nie odepchnąłbyś mnie, żeby chronić Sidonie!
Trent na chwilę zamarł, a po jego twarzy przemknął cień zakłopotania.
Z boku Yorick zadrwił z Quinn: – Sidonie jest słaba, oczywiście, że potrzebuje ochrony! Spodziewasz się, że ciebie też będą chronić? Nie schlebiaj sobie!
– Czy nie zawsze mówiłeś, że Sidonie jest silna i niezależna, kimś, kto nie jest gorszy od żadnego mężczyzny? Więc dlaczego nagle jest słaba i potrzebuje ochrony? – ripostowała sarkastycznie Quinn.
Yorick był oszołomiony, a jego twarz natychmiast spłonęła głębokim rumieńcem.
Oczy Sidonie lekko zamigotały. – Quinn, Trent po prostu chronił mnie z życzliwości. Nie uważasz, że jesteś trochę zbyt małostkowa? To właśnie tego rodzaju zachowanie sprawia, że ludzie mówią, że kobiety są ograniczone.
– Co za stek bzdur! – Słysząc te słowa, Laura natychmiast ruszyła do przodu, wyrażając swoje oburzenie. – Mąż odpycha żonę, żeby chronić swoją kochankę, a ty masz czelność mówić żonie, żeby nie była małostkowa? Sidonie, nie mogę uwierzyć, jak bezwstydną kochanką jesteś!
Laura była świadkiem wcześniejszej sceny w restauracji i była wtedy absolutnie wściekła.
Kiedy podniosła głos, zwróciła na siebie uwagę wielu osób na komisariacie, które przyszły złożyć zeznania w sprawie incydentu. Nagle wszystkie oczy były zwrócone na nią.
W odpowiedzi twarz Trenta natychmiast skwaśniała.
Sidonie oburzona odparła: – Nie nazywaj mnie kochanką!
– Kim jesteś, jeśli nie kochanką? Trent jest mężem Quinn. Kiedy rozległ się strzał, odepchnął ją, żeby cię chronić. Czy to dlatego, że był zbyt miły, zbyt szlachetny, czy dlatego, że wyświadczyłaś mu wielką przysługę? Czy uratowałaś wcześniej całą jego rodzinę?
Nawałnica słów Laury była nie do powstrzymania, wystrzeliwała jak z karabinu maszynowego.
Nagle wszyscy na komisariacie skierowali wzrok na Sidonie.






