"Ludzie?" – wymamrotał Bowen, odpowiadając jej tym jednym słowem.
W jego oczach pojawił się ledwo dostrzegalny błysk. W zaułkach dzielnicy czerwonych latarni obserwował żonatych klientów wślizgujących się za zasłony; prawdziwa wierność wydawała się rzadkością.
Później, w olśniewającej rezydencji Rossich, znalazł ten sam brud ukryty pod polerowanym marmurem.
"Niektórzy są, inni nie" – powiedział w






