Podjeżdżamy pod dom Luke’a kilka minut później, i prawie zapominam oddychać.
To nie jest zwykły dom. To rezydencja – dosłownie rezydencja, cała ostre kąty, kamienne mury i strzeliste okna. Podjazd wije się przez ogromny ogród, ten rodzaj bujnej, wypielęgnowanej zieleni, która wydaje się wyjęta ze snu.
Luke zerka na mnie, widząc, że się gapię, i uśmiecha się z zadowoleniem. Wysiada z samochodu, okr






