Sięgam do szafki nocnej po paralizator, który wniosłam wcześniej. Włączam go, pozwalając niebieskiemu światłu zatrzeszczeć w mojej dłoni przez sekundę, zanim go wyłączę i trzymam przy sobie. To nie tak, że będę go potrzebować – prawdopodobnie. Ale uwielbiam wiedzieć, że go mam.
Gdy schodzę po schodach, słyszę ich śmiech, cichy, ale drażniący, odbijający się echem przez drzwi wejściowe. Nie spieszę






