Śledzę wzrokiem Luke’a, zmuszając się, by gniew nie wykipiał zbyt szybko. Widzę wahanie w jego oczach, to, jak wierci się na krześle, próbując wykalkulować, ile z tego wieczoru da się jeszcze uratować.
Ale nie ustąpię mu ani na cal.
– Co jest w tym artykule? – pytam.
Luke wzdycha, przeczesuje włosy dłonią, ale jego wzrok unika mojego. Znowu to robi – powstrzymuje się, waha, jakby mógł zamortyzować






