Nagły powrót Timothy'ego zaskoczył Mayę.
Jego kroki gwałtownie się zatrzymały, a on opuścił wzrok, wbijając oczy w Mayę.
– Puszczaj – rozkazał.
Czując się nieco zażenowana, Maya puściła jego ramię, nalegając:
– Tim, zaręczyny już się zaczęły. Powinniśmy tam iść.
Sharon pospiesznie przytaknęła, dodając:
– Tak, rzeczywiście, zmarnowaliśmy już wystarczająco dużo czasu. Nie możemy pozwolić sobie na wi






