Katherine:
Przez chwilę nie spuszczałam wzroku z Enza, obserwując w milczeniu i z dystansu, jak przechadza się po leśnych terenach.
Często tak robił, gdy był poirytowany. Był to nawyk, do którego przywykłam, gdy byliśmy razem, i musiałam przyznać, że wiedząc, iż tu jest, nie mogłam powstrzymać ciekawości, o czym może myśleć.
— Jeśli cię teraz nie zabijam, to dlatego, że twój syn stracił dziś ojca






