Luna stała przed apteką i przez szklane drzwi patrzyła na Neila, wzdychając bezradnie. Czasami trudno jej było uwierzyć, że jej trzej aniołowie – Nigel, Neil i Nellie – są dziećmi Joshuy. Ten człowiek nie zasługiwał na tak posłuszne dzieci.
– Mamo. – Luna zamyśliła się, a zanim otrząsnęła się z oszołomienia, Neil wyszedł z apteki z tubką leczniczej maści w ręku.
Złapał Lunę za rękę. – Chodźmy do d






