Hector i ja zostaliśmy przy boku Vale'a przez jakiś czas. Trzymał mnie w całości, gdy groziło mi, że rozpadnę się na kawałki. Po długim czasie w końcu się odezwałam. – Oran nie żyje. Vale go obezwładnił, a ja zamieniłam go w pył. Jest popiołem na wietrze.
– Odszedł. Na dobre.
– Ale jakim kosztem, Hectorze? Czy ten koszt był tego wart? Jax nie żyje. Wendy nie żyje. Vale… mój syn… mój król…
Bezwiedn






