Wpatrywałam się w Warrena, który trzymał nóż przy gardle. Jego słowa przeszywały moje serce bólem.
– Nie powinieneś tak źle o sobie myśleć – złagodziłam ton i zapragnęłam, żeby zobaczył, że nie próbuję być jego wrogiem.
Zrobiłam ostrożny krok w jego stronę, upewniając się, że nie zrobi sobie krzywdy, a potem zbliżyłam się na tyle, żeby dosięgnąć jego prawej ręki, w której trzymał nóż.
Moje dłonie






