Chwilę później poczułam, jak się napina, i wiedziałam, że dochodzi we mnie. To była taka ulga, wiedzieć, że ten brutalny atak się skończył, przynajmniej na chwilę. W końcu puściłam go i opadłam z powrotem na dywan.
Don zsunął się ze mnie, usiadł na piętach między moimi nogami i przez chwilę wpatrywał się w moje skatowane ciało z irytującym, zadowolonym wyrazem twarzy. Pokręcił głową i wymamrotał:






