Wlokąc się z powrotem do budy surfingowej, obserwujemy, jak słońce opada coraz niżej na horyzoncie, rzucając ciepłą, złotą poświatę na plażę. Ja niosę jedną z wypożyczonych desek, a Wake drugą, jego swobodny chód kontrastuje z moim zdenerwowaniem.
Kiedy docieramy do budy, oddycham z ulgą – za ladą stoi inny pracownik. Dzięki Bogu. Nie zniósłbym kolejnej rundy oceniania mnie jak bezradnego turysty






