Ciało Shoala wstrząsa się, gdy tylko go dotykam.
Moja dłoń uderza w środek jego napierśnika, a Eter wlewa się z mnie w niego – dziki, świetlisty i niekontrolowany. Kolana się pode mną uginają, ale trzymam się, zaciskając zęby, by zagłuszyć ryk narastający w mojej czaszce.
Ta moc nie jest elegancka. To nie jest boski strumień prowadzony spokojnym zamiarem. To burza. Wir. Przeszywa nas oboje, i czuj






