Pięć lat później.
Powietrze pachnie solą i kremem do opalania. To jeden z tych idealnych letnich dni, kiedy bryza ledwie muska włosy, a słońce zawisa w bezruchu, jakby wiedziało, że jeszcze nie może zajść. Fale toczą się powoli i równomiernie, leniwie liżąc brzeg. Nasza córka, Isla, piszczy, gdy obmywają jej stopy, a potem spogląda na mnie z szeroko otwartymi oczami.
– Już czas?
Kucam obok niej i






