Whiskey.
Przeszłam zaledwie kilkanaście metrów, kiedy dostrzegła mnie kolejna osoba. Była to kobieta z małym dzieckiem na rękach. Z początku uśmiechnęła się i podniosła rękę, by pomachać. Przypuszczam, że to wtedy zauważyła dziki wyraz mojej twarzy, a może zakrwawiony pręt i toporek w moich dłoniach. Jej uśmiech natychmiast zniknął i mocniej przycisnęła dziecko do piersi.
– Bogini? – zawołała z






