Obecność Leviego unosiła się tutaj jak plama, której nie dało się sprać, mimo że był zamknięty od miesięcy.
Dłoń Gavina spoczywała pewnie na dole moich pleców, stabilna i opiekuńcza. Niewiele mówił podczas jazdy i wiedziałam, że to dlatego, iż się o mnie martwił.
– Zostań przy moim boku – powiedział mi, gdy wysiadaliśmy z samochodu.
Strażnik poprowadził nas wąskim korytarzem i zatrzymał się przed






