ABEL
To był taki męczący dzień. Od świtu do zmierzchu czułem, jakby wszechświat spiskował, by odciągnąć mnie od mojej partnerki. Najpierw ta katastrofa z płonącym drzewem, która omal nie przerodziła się w prawdziwy leśny alarm, potem góra papierkowej roboty czekająca na mnie w biurze, a na koniec – Tyson przez przypadek zwołał posiedzenie rady godzinę za wcześnie, co oznaczało, że musiałem wysłuch






