MINA
Zaczęłam błąkać się po parku.
Może nie był to najmądrzejszy pomysł, ale stanie dłużej przed tym butikiem było po prostu duszące.
Pan Sprinkles truchtał obok mnie pewnym krokiem, gdy z trudem przedzieraliśmy się przez park. Jego łapy stukały o chodnik, a ogon merdał, jakby pies już zapomniał o całej tej konfrontacji.
Park był żywszy, niż się spodziewałam. Dzieci biegały między stoiskami, sp






