ELIAS
Moja mama już płaciła za krawat, który wybrała o wiele zbyt skrupulatnie, podczas gdy ja czekałem przy ladzie. Podniosła go dwa razy, zbadała szwy, zapytała ekspedientkę, czy mają „nieco głębszy leśny odcień”, po czym uznała, że ten jednak jest w porządku.
Ramię Amary oplotło moje, gdy przysunęła się bliżej, a zapach jej perfum unosił się w przestrzeni butiku. – Wybrałeś zielony? – zapytał






