MINA
W jednej chwili przestrzeń obok mnie była pusta, w następnej był tam Elias. Nie musiałam nawet na niego patrzeć, by wiedzieć, że zmusza się do wysiłku znacznie wykraczającego poza zalecenia lekarza.
– Wyjdź – powiedział Elias.
Edison uniósł powoli obie dłonie, kpiąco, jakby to on był tu tym rozsądnym. – Nie martw się – rzekł swobodnie. – Mimo że mówisz, że nie zmieniłem się ani trochę, nie je






