Zaciskając zęby, rzuciła torebkę na beton i chwyciła lewą pięść w prawą dłoń. Z krzykiem wściekłości wymierzyła bezlitosny cios łokciem w brzuch swojego oprawcy.
Stęknął z bólu. Z całej siły nadepnęła na podbicie jego stopy.
– Ał, ty suko. Co ty sobie myślisz...
Uderzyła go pięścią w jaja, zmuszając go, by padł na kolana. Jego chwyt na broni zelżał. Chwyciła go z tyłu głowy i uderzyła nasadą jego






