Mary gładziła go po włosach, a jego ciepły oddech owiewał jej pierś. Brzmiał na znacznie starszego, niż wskazywałby na to jego młody wiek. I tak dumnie.
– Uciekłem i ukryłem się na wozie wędrownego kupca. Jechałem przez cały dzień, zanim mnie odkrył. – Zadarł głowę, znów uderzając ją w obolałą szczękę. – Gdzie jesteśmy, Mary? – szepnął. – Czy jesteśmy bardzo daleko od domu?
– Nie jestem pewna, gdz






