Julian spojrzał na srebrny błysk swojego zegarka. – Nadal załatwiają formalności. Zanim skończysz śniadanie, będziesz mogła zabrać ją do domu.
– Dzisiaj? Mogę ją dzisiaj zabrać do domu? – Oczy Sydney rozbłysły, wymazując cień wczorajszej rozpaczy. Spodziewała się, że Julian w końcu się tym zajmie, ale nie że tak szybko.
Odsunął krzesło, postawił przed nią miskę zupy i lekko zastukał palcem w stół.






