Tiffany posłała mu chłodny uśmiech. – Sam pan widzi, panie Hutton. Nigdy nie byliśmy z tego samego świata. Pan to wie, i ja też...
– Daj mi trochę czasu – przerwał jej głos Raymonda, cichy i opanowany.
Tiffany zmrużyła oczy, próbując przebić się przez gorączkową mgłę zasnuwającą jej umysł. – Co ty właśnie powiedziałeś?
…
Wewnątrz apartamentu Sydney zdjęła buty przy drzwiach i spojrzała na mężczyzn






