Gdy tylko Sydney otworzyła drzwi, zobaczyła Tiffany stojącą ze złączonymi dłońmi i uśmiechającą się szeroko w udawanym błaganiu.
– Moja wina! Usłyszałam windę i pomyślałam, że to ty, więc wyszłam, by powitać cię osobiście – powiedziała z przesadną skruchą, po czym na jej twarzy wykwitł szelmowski uśmiech. – Więc, jak daleko zaszliście ty i Julian?
Twarz Sydney zapłonęła. – Tylko do tego kroku, któ






