Miękkie wargi Juliany poruszały się, gdy mówiła, niczym piórko delikatnie muskające usta Bensona.
To delikatne łaskotanie rozlało się z jego ust prosto do serca.
Benson był rozkojarzony.
W tym właśnie momencie Juliana wymierzyła mu potężny cios kolanem.
– Ała!
Gdy tylko krocze Bensona zostało trafione, jego twarz zbladła, dłoń, którą dusił Julianę, rozluźniła się, a on sam zgiął się w pół z bólu.
– Juliana! – krzyknął Benson, osłaniając krocze i zgrzytając zębami.
Nigdy wcześniej nie został przez nikogo pokonany, a już na pewno nie przez kobietę.
Ale dzisiaj przegrał z nią już dwukrotnie!
Juliana siedziała już na sofie, bawiąc się widelcem, który trzymała w dłoni, i uniosła wzrok, patrząc na niego beznamiętnie: – Tylko ja mogę podać ci lekarstwo na truciznę. Jesteś pewien, że chcesz mnie zabić?
Zabrała ten widelec ze sobą po kolacji, aby się bronić.
Benson spojrzał na nią chłodno: – W ten sposób przeprowadzasz detoksykację?
Juliana zerknęła w dół na dłoń Bensona osłaniającą krocze.
To pokazywało, jak mocno go przed chwilą uderzyła.
Juliana: – Mógłbyś mieć nieco czystsze myśli. Trucizna, o której mówię, to nie afrodyzjak, lecz neurotoksyna w twoim organizmie.
Stary pan Leach nie dodał afrodyzjaków do jedzenia Bensona.
Benson wyprostował się mimo bólu i spojrzał na Julianę zimnym wzrokiem swoich ciemnych oczu.
Juliana, nie bojąc się go, uniosła głowę i napotkała jego spojrzenie: – Twoja mania, bezsenność i majaki biorą się z neurotoksyn w twoim ciele.
– Umrzesz w ciągu roku, jeśli trucizna nie zostanie usunięta.
Benson postąpił krok naprzód i stanął przed Julianą; jego wysoka postać górowała nad nią niczym mała góra.
Spojrzał na nią z góry chłodno: – Nie jesteś Julianą!
Wszyscy mówili, że Benson był szalony i agresywny, odkąd skończył dwanaście lat. A lekarz orzekł, że nie dożyje dwudziestu ośmiu lat.
Ale inni nie wiedzieli, że Benson miał trudności z zasypianiem i że gdy już zasnął, dręczyły go koszmary.
Można to było kontrolować tylko lekami, ale im więcej leków stosowano, tym gorszy był efekt.
Zdrowie Bensona się pogarszało i tym razem nie spał od trzech dni.
Dlatego to dziwne, że Juliana wiedziała, iż nie sypiał, a zamiast tego dręczyły go sny.
Juliana uniosła oczy, by na niego spojrzeć: – Czy to ma znaczenie? Liczy się tylko to, że mogę cię odtruć, prawda?
Benson nic nie powiedział, tylko patrzył na nią chłodno. Jego ostre oczy zdawały się prześwietlać ją na wylot.
Juliana nie odwróciła wzroku, lecz spokojnie wytrzymała jego spojrzenie.
Jej skośne oczy były ładne i w przyćmionym świetle lśniły jak gwiazdy.
Benson nie mógł powstrzymać się od uwierzenia jej ze względu na jej szczerość.
Ale mimo to zakwestionował: – Moja rodzina znalazła dla mnie najlepszych lekarzy na świecie, ale żaden z nich nie potrafi mnie wyleczyć. Czy ty, młoda dama, która nie ma ani wykształcenia, ani umiejętności, możesz to zrobić?
Juliana spojrzała na niego: – Zakładasz, że nie potrafię, nawet nie próbując?
Benson: – W jaki sposób?
Juliana powiedziała cicho: – Potrzebuję pewnych materiałów leczniczych i srebrnych igieł. Sprawię, że będziesz spał dobrze i bez snów, co ty na to?
Benson wpatrywał się chłodno w Julianę, aż w końcu po chwili skinął głową: – Dobrze.
Było w niej coś, co sprawiło, że jej zaufał.
Juliana: – Potrzebuję kory albicji, nasion głożyny, korzenia krzyżownicy...
Benson zapisywał potrzebne leki, gdy je wymieniała, a jego twarz pociemniała, gdy doszła do ostatniego.
Spojrzał na nią chłodno: – Prącia jelenia?






