Don opiera się w fotelu, a jego białe brwi wędrują prawie do linii włosów. A potem śmieje się, zaskoczony i zadowolony.
Prostuję się i biorę głęboki oddech, wiedząc, że jesteśmy teraz w samym środku gry. I właśnie zyskałam całkiem spory kredyt zaufania, tak sądzę. Don Bianci nie jest kimś, kto przywykł do niespodzianek.
— A jaka, donno — mruczy, sadowiąc się z powrotem w fotelu, a jego oczy






