Wzruszam ramionami, nieco kokieteryjnie, i mierzę Gio wzrokiem od stóp do głów. Bo choć kreuje się na kogoś spoza rodziny — kogoś, kto nie ubiera się jak oni, kto wyraźnie ma swój fach i kto zapracował na rozczarowanie zarówno ojca, jak i dziadka — Gio nauczył się kilku sztuczek, prawda? Jest całkiem biegły w czytaniu ludzi.
To coś, na co będę musiała mieć oko w naszych przyszłych interakcjach






