Jego oczy rozbiegane są po patio, jakby szukał kogoś, kto mógłby podsłuchiwać.
– Gdybym nawet zgodził się to rozważyć – mówi – to jak miałby wyglądać plan?
Przygryzam wargę z zapałem. – Moglibyśmy zacząć prosto, od małych kroków. Dowiedzieć się, jak zdobyć paszporty, albo jak załatwić przekonujące podróbki. Potem potrzebowalibyśmy gotówki. Ja nie mam nic – mówię, ale mój wzrok pada na wart milion






