Kent podchodzi do mnie, chwyta za prawe ramię i ciągnie je do przodu, przechodząc na drugą stronę stołu. Wciąż mocno trzyma mnie za ramię, tak że muszę pochylić się nad stołem, by za nim podążyć –
Co, jak sobie nagle uświadamiam, było dokładnie tym, o co Kentowi chodziło.
Gdy jestem zgięta w pasie, z tułowiem wyciągniętym nad stołem, Kent wyjmuje kajdanki, przymocowane łańcuchem do metalowej pętli






