Ostre spojrzenie Marvina wwiercało się we mnie, w jego ciemnych oczach tliło się podejrzenie.
– Co się wczoraj działo? – zapytał.
– Nic. Czy gliniarz taki jak ty nie powinien wiedzieć lepiej ode mnie? – odparłam.
Mój głos był spokojny, gdy delikatnie wysuwałam ramię z uścisku Marvina. Posyłając mu ledwo dostrzegalny uśmiech, wskazałam na samochód, dając mu znak, by wsiadł pierwszy.
– Porozmawiajmy






