Zamarłam na moment i wyrzuciłam z siebie pospiesznie: „To nie była wina Dorothy”.
Alex uniósł brew, jego głos był spokojny, choć podszyty czymś nieodgadnionym. „A czyja?”
„Moja”. Spojrzałam mu prosto w oczy, a w jego źrenicach na moment zatańczył rozbawiony błysk.
A więc o to mu chodziło. Chciał, żebym przyznała się do błędu. Prawdziwie dziecinne.
Patrząc na jego twarz – taką, która z łatwością mo






