Bez wahania pokręciłam głową: „Nie było potrzeby”.
Marvin wbił we mnie wzrok, a w jego oczach tańczyła ciekawość. „Czyli nigdy nie traktowałaś swojego tak zwanego męża poważnie? A może po prostu masz w nosie jego otoczenie?”
„A dlaczego nie ja miałabym decydować? Mam dość pewności siebie, by ufać własnemu osądowi” – odparowałam, nie dając się sprowokować.
Marvin prychnął z ironicznym uśmieszkiem.






