– Zapytałem Yaegera: „Dlaczego mi pomagasz?”.
Wyszłam z gabinetu dyrektora niemal w panice. Przyspieszyłam kroku, niemal biegnąc, by go dogonić. Oczy miałam pełne podejrzeń, a wzrok wbity w pozornie obojętnego młodzieńca przede mną.
W zasadzie nie mieliśmy żadnych interakcji, nie zamieniliśmy ze sobą nawet słowa.
Yaeger trzymał nonszalancko ręce w kieszeniach garnituru. Na jego ustach pojawił się






