W sekundzie, w której wchodzimy z powrotem do głównego domu, uderza w nas ściana gorąca, dźwięku i głosów przekrzykujących się nawzajem.
Salon to istny spektakl – muzyka dudni, bas jest niski i natarczywy, kilka dziewczyn na wpół tańczy, na wpół rozmawia w kółku przy kominku. Są w leginsach i puszystych skarpetkach, kołyszą się do rytmu z drinkami w dłoniach. Kilku chłopaków rzuca piłką futbolową






