Nie mogę przestać się w niego wpatrywać.
Nie obchodzi mnie nawet to, że jesteśmy w samym środku gry w „prawdę czy wyzwanie”, która błyskawicznie zmienia się w coś pomiędzy chaosem a całkowitą dziczą. Na serwetkach leżą brzegi od pizzy, stoją półpuste kubki, a ludzie są rozwaleni na wielkich kanapach, jakbyśmy byli na planie filmu o bractwie studenckim.
Ale ja widzę tylko Ashera Hayesa.
Nieruchomeg






