Pewnego razu kapucynka ukradła mi broń boczną.
Działo się to jakieś osiemnaście metrów nad ziemią, na omszałym drzewie kapokowym w gwatemalskiej dżungli, w środku pory deszczowej, w połowie misji, a ja odłożyłem ją tylko na trzy cholerne sekundy, żeby ustabilizować rozwaloną kostkę kolegi z oddziału. Małpa spadła z koron drzew jak duch, porwała ją z piskiem i śmignęła na najbliższe drzewo, jakby p






