Budzę się powoli.
To ten rodzaj powolności, w którym krawędzie snu wciąż do mnie przylegają, ciężkie, ciepłe i gęste jak syrop. Nie otwieram jeszcze oczu. Ja po prostu... czuję.
Moja skóra jest zbyt gorąca. Mój oddech jest płytki. Moje ciało boli, ale nie w sposób, który sprawia przykrość.
Pode mną jest żar. Otacza mnie. Wsiąka w moje kości.
Mój policzek przyciśnięty jest do skóry. Nagiej skóry. T






