Stół to pole bitwy.
Nie w tym dramatycznym stylu z rzucaniem nożami – ale w niezręcznej ciszy, brzęku sztućców i czystej sile grawitacji Ashera Hayesa siedzącego obok mnie, jakby był zbyt duży na własną skórę. A na pewno zbyt duży na delikatne krzesła w jadalni państwa Vales.
Jest ciepły obok mnie, jego udo co jakiś czas ociera się o moje, a za każdym razem, gdy to się dzieje, moje serce robi coś






