Śpi na wpół w fotelu pasażera, z głową opartą o szybę, a jej rzęsy rzucają miękkie cienie na zarumienione policzki. Nic nie mówię – po prostu jadę wolniej, niż muszę. Miasto jest dziś ciche, wyciszone, jakby wiedziało, że wydarzyło się coś świętego. Jakby dawało nam przestrzeń na oddech.
Kiedy parkuję na podjeździe i gaszę silnik, nie budzę jej od razu. Po prostu patrzę.
Tańczyła dziś jak gwiazda.






