Powietrze na zewnątrz teatru jest zimne, ale ledwo to czuję. Brokat przywiera do mojej skóry, policzki bolą od uśmiechania się, a adrenalina wciąż pulsuje jak drugie serce pod moją skórą. Wszystko wydaje się głośniejsze – jaśniejsze – jakby głośność świata została podkręcona i jeszcze nie zdążyła się unormować. Wszyscy wciąż tu są, wciąż podekscytowani, wciąż przekrzykują się nawzajem, przytulają






