Śmiech wypełnia powietrze. Słońce przyjemnie grzeje moją twarz, gdy popycham małą huśtawkę, trzymając pewnie dłonie na plecach małego chłopca o potarganych, złoto-brązowych włosach i pulchnych policzkach. Jego śmiech rozbrzmiewa po całym podwórku, to dźwięk, w którym mogłabym żyć wiecznie.
– Wyżej, mamusiu! Wyżej! – piszczy, wymachując w podekscytowaniu swoimi drobnymi nóżkami.
Śmieję się, a moje






