Wciąż się uśmiecham, gdy wychodzę z kliniki. Słońce wspięło się wyżej, a świat wydaje się jakoś inny.
Gdy idę w stronę samochodu, mój uśmiech powiększa się, aż nie mogę powstrzymać cichego śmiechu, który mi się wyrywa.
Kierowca dostrzega mnie z parkingu i śpieszy, by otworzyć drzwi auta. – Gotowe, panno Sierra?
– Tak, dziękuję – mówię cicho, wślizgując się do środka.
Gdy ruszamy, obserwuję miasto






