– Nie – wcięłam się z uśmiechem. – Proszę nie czekać.
Zmarszczył brwi, jakbym obraziła go osobiście. – To moja praca, wozić panią i dbać o pani bezpieczeństwo.
– Rozumiem to i doceniam, ale nie może pan po prostu czekać, aż skończę. To może potrwać godziny.
– W porządku... Właśnie do tego mnie zatrudniono.
Wzdycham, zaczynając się irytować. Nie chciałam, żeby Adrian odniósł mylne wrażenie. – Zadzw






