Stoimy w drzwiach i machamy, gdy samochód odjeżdża. W chwili, gdy znikają tylne światła, powietrze w domu się zmienia. To tak, jakby ktoś wypuścił wstrzymywany oddech. Wydycham powoli powietrze, Noah robi to samo.
– To było... – zaczynam, po czym przerywam. – Niespodziewane.
– To jedno ze słów, którym można to opisać – mruczy.
Nie potrafię stwierdzić, czy jest odczuwa ulgę, irytację, czy po prostu






