Lilly wpada do mojego salonu niczym huragan piątej kategorii.
— Dlaczego nie odbierałaś?! — żąda odpowiedzi, będąc już w połowie pokoju.
— Rozmawiałam przez telefon — mówię spokojnie.
Potakuje, podchodzi do miejsca, gdzie siedzę, i opada obok mnie. Ma już coś powiedzieć, gdy nagle zamiera. Jej wzrok pada na kopertę leżącą na stoliku kawowym.
Zanim zdążę zareagować, pochyla się i chwyta dokumenty.






