Samochód szarpie, a ja instynktownie chwytam za pas.
— Hej! Ostrożnie — warczę. — Dziecko na pokładzie.
— Z kim?! — żąda odpowiedzi, a jej oczy robią się wielkie jak spodki.
Biorę głęboki, dramatyczny wdech i powtarzam: — Z moim. Chłopakiem.
Gapi się na mnie, jakbym właśnie ogłosiła, że przeprowadzam się na stałe na Marsa.
— Żartujesz sobie ze mnie.
— Nie.
— Kiedy to się stało? — pyta, wciąż gapią






