SIERRA.
Gmach sądu wydaje się większy i zimniejszy, niż powinien. Jakby został zbudowany po to, by pożerać ludzi w całości.
Moje płaskie buty stukają o kamienne stopnie, gdy idę obok mojego prawnika. Moje dłonie są wilgotne, a serce nie chce zwolnić.
Adrian dzwonił do mnie godzinę temu.
– Chciałbym tam być – powiedział z głosem napiętym od frustracji. – Tak bardzo chciałem cię wesprzeć.
– Wiem – o






